Przygotowania do wyjazdu, czyli jak nie zwariować!

Za dwa miesiące ruszamy na nasze upragnione, wytęsknione i wyczekane wakacje do Nepalu.
W miniony weekend wybraliśmy się na zakupy do sklepów wszelakich, coby zrobić ten tak zwany mały research pod tytułem: 'co, gdzie i za ile?'
W jednym z wpisów o Gruzji (o, tu: http://zwysp.blogspot.com/2013/10/good-morning-georgia.html) wspomniałam, jaką to jestem miłośniczką planowania i jak bardzo chcę i potrzebuję wiedzieć. A, że internet bywa skarbnicą to i ja postanowiłam podnieść poziom wiedzy na temat kraju w którym będzie mi dane spędzić kilka tygodni. Czytanie to jedno, a dzielenie się swoją świeżo nabytą wiedzą to drugie.
On planować nie lubi. Idzie na żywioł. Nie chce wiedzieć, gdzie będzie spał, co zobaczy i czy (i na ile) w Nepalu wyłączają prąd.
Ja w myślach pakuję koszulki, sortuję ubrania, zamawiam odzież termalną i zalewam znajomego ogromem pytań na tematy przeróżne. Sprawdzam co będzie można zjeść i w myślach zastanawiam się, czy polubię nepalskie potrawy. Jednocześnie martwię się o Niego, bo curry dla Niego istnieć nie musi...No i nie lubi przecież ostrego jedzenia.To co on będzie jadł?!
Przypominam o szczepieniach i mam w oczach panikę. On potrafi załatwić szczepienia na dwa(!) tygodnie przed wylotem.
Ja tupię nóżką na samą myśl o tabletkach na malarię, kiedy On kwituje moje zachowanie krótkim:'Zobaczymy...' Nie możemy się bardziej różnić. A jednak wyjeżdżamy razem. Ten sam cel, to samo miejsce i diametralnie różne podejście do sprawy.

'Gdyby ktoś zapytał dlaczego wybraliśmy akurat Nepal (krzyczę z sypialni) co byś odpowiedział?'
'Nie wiem - odpowiada spokojnym głosem - a ty, M?'

Ja?

Nie mam bladego pojęcia.

Przypominają mi się słowa Martyny Wojciechowskiej, która twierdzi, że może to nie my wybieramy nasze podróże tylko one nas? I chyba, gdzieś cichutko jej przytakuję...
Cieszę się jak szalona z każdego małego zakupu i  z każdego dnia, który przybliża nas do podróży.
To prawda - chciałabym wiedzieć, kto odwiezie nas na lotnisko i czy nie będzie mgły. Chciałabym kontrolować pogodę i mieć pewność, że zobaczymy Mount Everest. Śnią mi się ośnieżone szczyty.
W tym czekaniu jestem niecierpliwa. Odliczam dni, kiedy szpilki zostaną w kącie a eleganckie sukienki na wieszakach a ja wezmę na plecy kilka kilogramów sportowych ciuchów, buty trekkingowe i śpiwór.
Bez telefonów (oprócz tych obowiązkowych do Rodziców) i laptopów postanawiam wyłączyć się całkowicie. Spisuję listę, żeby nie zwariować.
Ubezpieczenie podróżne, na życie...Pieniądze...I świadomość, że:


M.

No comments: