Good morning, Georgia!

Podobno kazda opowiesc o podrozy jest klamstwem. Wspomnienia, ktore zgarniamy w slowa i zdania. Ktore okreslam i zamykam w ramy sa tylko tym, co ja widzialam. Tak, jak te drzwi, z czerwonym sercem na srodku.
Przechodzilam tamtedy wiele razy a nigdy nawet nie zauwazylam kawalka drewna pomalowanego na czerwono, ktore dla kogos okazalo sie sztuka.
O Gruzji pisano wiele. Sama na jej temat wiele przeczytalam. Byc moze moj wpis nie wniesie do Twoich mysli niczego nowego. A moze ktoregos dnia spakujesz plecak i zapuscisz sie w miejsca, w ktorych nie ma jeszcze tlumu turystow. Cokolwiek zrobisz, niech bedzie Twoje. Jak zawsze.

Gruzji nie sposob opisac szybko, na kolanie. Przez dwa tygodnie, siedzac w marszrutkach, zwiedzajac miasta, gory i koscioly, ani razu nie udalo mi sie napisac nawet slowa. Wzielam ze soba notatnik naiwnie (jak sie okazuje) sadzac, ze zapisze kazda emocje zwiazana z tym szalonym krajem. I, ze potem wszystko zgrabnie przepisze na komputer. Obserwujac swiat i chodzac po ulicach, wielokrotnie dziwilam sie, jak male dziecko. Do tej pory sadzilam, ze widzialam juz cos w swoim zyciu. Ale kraj, po ktorym podrozowalam z plecakiem przez ostatnie dwa tygodnie, wywrocil wszystko do gory nogami. I zupelnie paradoksalnie, wszystko zaczelo nabierac nowego sensu.

Ale zacznijmy, jak zwykle, od poczatku.

Do Gruzji pojechalam bez planu. Ja, pani zza biurka, ktora (przynajmniej teoretycznie) ma zaplanowany kazdy dzien w pracy, wie co i kiedy ma zrobic, za namowa Towarzysza, zdecydowala, ze przez dwa tygodnie nie bedzie planowac. Bylo to dla mnie wyzwaniem. A pierwsza moja reakcja bylo tupanie nozka. Ostatecznym argumentem, ktory przemowil za tymi dwoma tygodniami bez planu, byla mozliwosc wolnosci. Niby kazdy ja zna, wielu rozumie, ale...Okazuje sie, ze na codzien mamy jej zbyt malo.
Wolnosc wiec.
Wolnosc podejmowania decyzji, kiedy chcesz. Przez kompromis, co prawda, ale mialo byc tej wolnosci wiecej niz na codzien. Tak mi przynajmniej obiecywano.


'M., na Wyspach musisz byc wszedzie na czas. Musisz wstac rano, pojechac do pracy, o konkretnych godzinach rozmawiac z klientem. Wyluzuj. Wyluzuj a poczujesz wolnosc.'

Nie bylo to latwe, bo ja lubie planowac nawet o ktorej i co zjem na obiad w przyszly piatek (co prawda z realizacja planow jest roznie, ale plan jako taki byc musi:) I nagle co? Tak bez budzika? Bez ustalania co, gdzie i kiedy? Bez porannej kawy i snucia planow na caly dzien?
Podobno mozna. I o tym mialam sie przekonac wkrotce.

Nastepnym krokiem bylo pakowanie plecaka. Nie jestem szalona i wiem, ze w gory szpilek sie nie bierze, wiec pokornie spakowalam buty trekkingowe, kilka (nascie) koszulek i pare kosmetykow.
Okazalo sie, ze mam top na kazdy dzien i nierozsadna liczbe spodni. Oczywiscie, podczas gdy moj Towarzysz probowal zwrocic mi uwage, upieralam sie przy swoim. Skapitulowalam, kiedy zaczelam sie pakowac. Pozwolilam, zeby T. przejrzal ciuchy i wywalil te, ktorych jego zdaniem nie potrzebuje. Przeforsowalam (oczywista!) te trzy(!) niezbedne mi przeciez do zycia chusty, ale po chwili musialam sie poddac racjonalnemu i bezlitosnemu segregowaniu moich koszulek, spodni, szortow, bluz itd.

Przezylam.

Moglismy jechac.

Tibilisi, ktore jest stolica Gruzji przywitalo nas burza. Poniewaz z zalozenia wyjazd mial byc nisko budzetowy, zdecydowalismy, ze nie wezmiemy taksowki do hostelu, ale przeczekamy burze na lotnisku a potem, o tak zwanej normalnej godzinie, pojedziemy przez miasto autobusem. Skorzystalam wiec z okazji i wyciagnelam spiwor, zeby sie przespac. Sciany i okna lotniska zaczynaly przeciekac, a ja 'poznawalam' Gruzje od podszewki. I o ile na lotnisku nie ma problemu z napisami w jezyku angielskim, o tyle, poza nim, nie bylo juz tak latwo...


Cdn...

2 comments:

Pani Dżi said...

cdn..

z niecierpliwością wiec czekam na ten dalszy ciąg :)

Bogna Staszowska said...

Jestem ciekawa co napiszesz ;) -a nawet więcej... ja napiszę swoją wersję :D :
dziennik-okretowy.blogspot.com