A-jak Alfabet (დამწერლობა). Gruzinski.

Trzydziesci trzy znaki wygladajace jak bazgroly namalowane przez dzieci. To jedna z wielu rzeczy, ktora mnie zaskoczyla a zaskoczyc nie powinna.
Przez niektorych nazywany slaczkami, przez innych loczkami. Jakkolwiek go nie nazwac, zawsze jest ten sam problem...Bez niego ani rusz. Przynajmniej w miejscach do ktorych sie zapuszczamy wiedzac, ze malo kto mowi tam po angielsku, a z kolei nasza znajomosc rosyjskiego nie jest az tak dobra, jak nam sie na poczatku wydawalo. W gruzinskim alfabecie zapisane jest wszystko. Nazwy ulic w mniejszych miasteczkach, kierunki marszrutek, stacje, jedzenie...Nie myslcie, ze mnie to dziwi. Nie jestem az taka ignorantka.
Chociaz dzis sama sobie wyrzucam, ze nie znalazlam czasu, zeby zapoznac sie z gruzinskim alfabetem.
Nikt na szczescie nie utrudnial mi zycia, wrecz przeciwnie: ludzie byli bardzo pomocni, chociaz to ja bylam gosciem w ich kraju i spedzenie kilku godzin nad nauka jezyka zapewne by mnie nie zabolalo.
Co by jednak nie mowic, z kazdej sytuacji w ktorej musielismy czytac lub (o zgrozo) pisac, udalo nam sie wyjsc prawie koncertowo.
A to wszystko w mysl zasady: 'koniec jezyka za przewodnika' i z pozytywnym podejsciem. Ze czego nam sie nie uda wytlumaczyc slowami, zostanie wytlumaczone rekoma...

Zeby nikt nie pomyslal, ze jestem goloslowna, ponizej zdjecie przybytku zwanego Burberry.


To, co prawda sklep z oryginalnymi (drogimi) i nie na moja kieszen gadzetami, ale moge Was zapewnic., ze w Gruzji podrobek nie brakuje.
F jak Fake.
Wkrotce.

Dobrego wieczoru,

M.

1 comment:

Bogna Staszowska said...

Ooo tak loczki! najpierw czujesz się jak debil, później jak ignorant a na końcu jak bohater wielkiej przygody :P.