Przygotowania do wyjazdu. Część druga.

Po spisaniu listy najważniejszych i najpotrzebniejszych rzeczy przed naszym wyjazdem (apteczka, którą On gdzieś ma ale...nie wie gdzie) postanowiłam zabrać się za poszukiwanie noclegu.
Spontan spontanem, ale gdzieś spać musimy, więc ta kwestia raczej nie podlega dyskusji.
Nie jestem z tych, co obawiają się warunków w jakich przyjdzie im spać. Miałam już okazję przytulić głowę do poduszki w wielu mniej lub bardziej nietypowych miejscach.
Bardziej niż gorącego prysznica potrzebuję pozytywnej atmosfery i energii. Ludzi, którzy mogą być inspiracją i z którymi pięknie nam będzie wyruszyć w dalszą drogę.
I cena. Cena również jest istotna. Wyjazd ma być z założenia nisko budżetowy, więc o ile mi wiadomo, nie interesują nas hotele ze spa w pakiecie, klimatyzowane pomieszczenia czy pralnia.
Ma być tanio i...dobrze. O ile ze spełnieniem pierwszego warunku nie powinno być większego problemu, o tyle drugi wcale nie musi być pewnikiem. Nie łatwo przecież odgadnąć jaka będzie atmosfera, jacy ludzie zatrzymają się podczas podroży i z kim przyjdzie nam dzielić przestrzeń.

Już na początku ustaliliśmy, że to ja zajmę się noclegiem. Albo przynajmniej poszukam i popatrzę, co na ten temat sądzi Google...Z góry wiem, że o rezerwacji wszystkich noclegów mogę zapomnieć i lepiej się na to nie nastawiać. W przeciwnym razie Komuś się to nie spodoba a ja zostanę oskarżona o niezrozumienie pojęcia wolności w podróżowaniu...
Żeby nie było - i tak zerkam i po cichu zapamiętuję co według innych warto a czego nie.
Potem zdam się na swoją intuicję i pójdziemy swoją drogą.

Znajduję miejsce gdzieś w turystycznej dzielnicy Katmandu. Oglądam zdjęcia, czytam opinie i już wiem, że kilka pierwszych nocy w Nepalu spędzimy z przynajmniej dziesięcioma innymi osobami w pokoju...I już ani przejmować się nie muszę, ani obawiać, bo wszystkie puzzle tej szalonej układanki zaczynają się pojawiać w odpowiednich miejscach.
I ciągle nie wiem, dlaczego wybraliśmy akurat Nepal, ale chcę poczekać z odpowiedzią na to pytanie nie niecierpliwiąc się aż nadto. Czas na pewno pokaże- nie trzeba nam się spieszyć.

Omawiając kwestię noclegów, mimochodem dzielę się z Nim informacjami znalezionymi w Internetach.
'Ty słyszałeś, że bilety wstępów do parku narodowego, albo świątyni mogą być znacznie droższe dla turystów? To jakieś oszustwo jest. Dlaczego mam płacić więcej?'

Łudzę się, że On będzie po mojej stronie, no bo jak inaczej? Gramy przecież w jednej drużynie no i jedziemy razem i będziemy po tej samej stronie barykady, nazwij to jak chcesz...

Ale on ma swoją teorię i wcale mu to nie przeszkadza. I jeśli płacić więcej trzeba to zapłacimy. Przecież nie będziemy sobie psuć wyprawy dla kilku funtów.
(...)Poza tym, inne ceny dla turystów to nie pierwszyzna, nie panikuj, M.'

I oto wyłania się mój obraz. Obraz materialistki, która nie chce płacić więcej tylko dlatego, że jest turystką.
I jakby wyraźniej zaczynam sobie zdawać sprawę z faktu, że ten wyjazd może byc ciekawszy niż myślałam...

Pięknej niedzieli!



M.

No comments: