'Pilka jest jedna, a bramki sa dwie.'

Wdarla sie w moj rozum niewatpliwa watpliwosc. Dotyczyla sprawy blahej, raczej nieistotnej a mianowicie futbolu.
'Pilka jest jedna , a bramki sa dwie', jak to ktos kiedys odkrywczo powiedzial.
W poprzednia sobote zarowno Wlochy jak i Anglia bardzo chcieli w te bramki trafic. Zlozylo sie tak, ze Wlochy wyszly z boiska z podniesiona glowa a Anglia z podkulonym ogonem.
Przynajmniej teoretycznie.
Poniedzialkowy poranek zaskoczyl mnie flaga, ktora beztrosko zwisala z krzesla jednego z moich kolegow.
Wlocha, rzecz jasna. Jakby tego bylo malo Wloch ow mial dzis na sobie koszulke z ktorej dumnie krzyczal napis:'Italia'.
Kiedy zaczelismy prace i biuro zapelnilo sie coraz wieksza liczba ludzi, kolega Wloch wstal z krzesla, owinal sie flaga, pomachal nia, usmiechnal sie i usiadl.
Angielscy kibice popatrzyli nan z widoczna pogarda i...wrocili do swoich zajec.
Nikt szczegolnie nie komentowal zachowania znajomego do czasu, kiedy ten zaczal wracac do meczu i opowiadac, jak duma go rozpiera i jaka radosc w nim pulsuje z powodu zwyciestwa. Jakby conajmniej strzelil te cholerne gole.
Kiedy co niektorzy z moich angielskich kolegow przeczytali juz wszystkie maile i zaczeli powoli wracac do zycia, postanowili z lekka przypomniec Wlochowi, gdzie jego miejsce.
Ze chodzic z flaga nie mozna. Bo prowokacja.
Wykrzykiwac hasel bron Boze, bo w morde dostaniesz.
A potem mozesz byc zly tylko na siebie za glupote swoja i nierozwaznosc.
I nie mowiono o haslach obrazajacych angielska druzyne, ale o tych wychwalajacych wloska.
I ja, miedzy tymi mailami, praca wszelaka zagotowalam sie ze zlosci.
I mimo, ze pilka nozna naprawde nie jest mi do zycia potrzebna, zwlaszcza teraz, kiedy w telewizji tylko zielona trawa...Mimo, ze swiat bez watpienia moglby istniec  bez tych dwudziestu kilku szalencow ganiajacych za jedna pilka...Mysle sobie:'nie popuszcze.'
I pytam ( a moze stwierdzam raczej), czy to kraj wolny. Ze kibicowac moze kazdy. I komu chce.
Tak czy nie?
I cisza.
'Aha' -mysle. Twierdza, ze chrzanie od rzeczy tylko jeszcze nie wiedza jak mi o tym powiedziec.
Niesmialo przekonuja, ze to nierozsadne.
Nie kupuje.
Okna powybijac moga, skopac, splunac.

Ciekawe - mowie. I brne dalej. Ze myslalam, ze tego juz nie ma, ze to historia, brednie jakies. Bo przeciez Anglia to cywilizowany, tolerancyjny kraj i nikt nikomu krzywdy nie zrobi za inne poglady! Nawet jesli konczylyby sie one na tym, komu kibicuje przed wlasnym telewizorem we wlasnym mieszkaniu do jasnej cholery!

Ja swoje, oni swoje.

Rozumiem, ze bedac tutaj powinnam kibicowac Anglii (jesli zalozymy, ze futball jako taki mnie w ogole obchodzi) ? Wszystko na to wskazuje, bo kiedy jedna z moich znajomych ucieszyla sie ze zwyciestwa Wloch, uslyszala od Anglikow (cytuje):

'Why don't you fuck off and go to Italy, then?'

Moze w takim razie stacja bbc posprzata troche na swoim podworku, zanim wypusci kolejny (idiotyczny i jednostronny ) dokument o polskich kibicach.

Amen!

M.

1 comment:

Pawel Klosinski said...

Hej Magda, ciekawe spostrzeżenie, dotyka pewnego zjawiska, które i ja tutaj czasami obserwuje. Polega on na tym, że na zewnątrz jesteśmy kulturalni i zachowujemy dystans natomiast wewnątrz myślimy swoje. Wynik meczu działa na emocje dlatego czasami to co w środku wychodzi na zewnątrz :) W sumie uważam Agnlików za świetną nację ale jak wszędzie, półgłówków nie brakuje i tutaj..