Szczur korporacyjny to...ja?

Chyba nie szybko wpadlabym na pomysl napisania notki na temat korporacji, gdyby nie fakt, ze wielu ludzi w Polsce pytalo mnie o nia jednoczesnie kiwajac glowa ze wspolczuciem.
Odnioslam wrazenie, ze korporacja w ich mniemaniu to zlo ostateczne, ze nie warto, bo wysysa energie, zabiera wolnosc i nie pozwala normalnie zyc.

Prace w tak zwanej korporacji zaczelam kilka lat temu. Byl to moj swiadomy wybor. Mysle, ze chcialam sobie wtedy wiele udowodnic. Jako emigrantce z kompleksami, zalezalo mi, by pokazac na co naprawde mnie stac. Nie chcialam zmywac garow w restauracji do konca mojego zycia, ani tez lutowac alarmow przeciwpozarowych jak to w mojej emigracyjnej karierze bywalo.
Mialam ( i nadal mam ) szacunek do kazdej pracy, ale fabryka od poczatku nie byla moja bajka, a ambicja czesto uwierala i kazala szukac czegos lepszego.
Ostateczne odejscie ze stanowiska 'kobiety ze srubokretem' pozowolilo mi na poswiecenie mojego cennego czasu na rozsylanie cv, pisanie maili, pukanie do drzwi agencji rekrutacyjnych...Szczescie w koncu sie do mnie usmiechnelo i rozpoczelam prace na stanowisku 'czlowieka od wbijania danych w komputer'.

Niedlugo minie szesc lat od momentu kiedy pierwszy raz przekroczylam prog tej firmy. Zdarzaly mi sie rozne sytuacje i rozne stanowiska. I o ile te poczatkowe   byly raczej luzne , czesto okraszane firmowymi wypadami do pubow, wieksza radoscia i zyczliwoscia , o tyle z uplywem lat, wszystko nam sie zaczelo zmieniac.

Nie wiem, czy tak jest w kazdej korporacji, bo do tej pory pracowalam tylko w jednej, ale tutaj wielu z nas, z biegiem czasu zaczelo awansowac i isc w swoim kierunku. Nie bylo w tym oczywiscie niczego zlego. Dobrze przeciez, kiedy czlowiek sie rozwija.

Przez caly ten czas nie slyszalam nigdy nic zlego o tzw. szczurach korporacji. Ot, kazdego dnia zjawialam sie w pracy punktualnie. Zdarzalo sie, ze wychodzilam wczesniej (kiedy byla taka potrzeba), ale tez i pozniej (kiedy byla taka potrzeba).
Nikt, nigdy nie straszyl mnie zwolnieniem, ani tez nie karmil typowymi, korporacyjnymi tekstami.

Tym bardziej dziwi fakt, ze o pracownikach korporacji tak wielu ludzi wypowiada sie bardzo negatywnie.
Ja osobiscie nie czuje sie niewolnikiem firmy w ktorej pracuje. Nigdy tez tak nie bylo.
Mam jednak swiadomosc, ze spelniam czyjes marzenia. Bo ktos kiedys wpadl na pomysl stworzenia swojej firmy. Chcial zmienic przemysl, a przy okazji zarabiac dobre pieniadze.

Mowi sie o nas, ze jestesmy tylko trybikami w wielkich maszynach. ze nic nie znaczymy, ze mozna nas szybko zastapic drugim czlowiekiem. Co ja na to? Swoja prace staram sie wykonywac, jak najlepiej. Codziennie sie ucze. Nie mysle o sobie, jak o kims szczegolnym. Mam tez pelna swiadomosc, ze gdybym pewnego dnia nie zjawila sie rano w pracy, to swiat by sie nie zawalil.
Najpewniej, za kilka krotkich tygodni znaleziono by kogos na moje miejsce. Nikt nie jest niezastapiony. I szczesliwie dotyczy to nie tylko wielkich molochow zatrudniajacych tysiace ludzi na pieciu kontynentach.
Tak po prostu dziala ten swiat.

Znam ludzi, ktorzy co poniedzialek narzekaja, ze weekend za krotki, pogoda nie taka i klient znowu sie skarzy. Ale, kiedy powiesz im, zeby sie zwolnili, to oni odpowiedza, ze nie tak latwo, bo dziecko jedno a drugie w drodze. Bo kredyt splacic trzeba i cos do garnka wlozyc...Zapewniam Was, ze takie slowa wypowie kazdy pracownik. I nie bedzie istotne, czy to korporacja, czy warzywniak na rogu. Bo za cos zyc trzeba.

Oczywiscie, zdarza mi sie usiasc w moim malym mieszkaniu, ktore najpewniej bede splacala przez kolejne dwadziescia piec lat i zamarzyc o czyms innym. Ostatnio zupelnie zatracilam sie w pedzie i mysleniu, zeby bylo lepiej i wiecej.
Czlowiek latwo zapomina o czym w tym wszystkim tak naprawde chodzi i jak to spiewa Mistrz:

'Nikt nie pamieta po co biegnie.
Czy na pewno po szczescie, czy sam bieg nie jest biegu sensem...'

Ale to nie wplyw korporacji, tylko znak naszych czasow.

I zdecydowanie temat na inna historie.

Dobrego dnia!

M.

1 comment:

Pawel Klosinski said...

Myślę, że masz zdrowe podejście do tego, korporacja to na pewno nie 'zło wcielone', wszystko zależy masy różnych czynników. część z nich powoduje, że praca tam może być naprawdę świetna. Inne jednak skutecznie mogą nas do takiej pracy zniechęcić. sam do niedawna pracowałem w większej firmie ale właściwie od zawsze miałem w sobie jakiś niepokój i poczucie, że jakoś źle pasuję do tej większej całości. dlatego dałem sobie w końcu z tym spokój i właśnie jestem na etapie ucieczki z korporacji. Jest to trochę ... bumpy road ale w sumie jestem zadowolony.