Wielkanoc albo Happy Easter!

Gdyby ktoś mnie zapytał o to jak Anglicy spędzają Święta Wielkanocne, to z pewnością ten wpis zmieściłby się w kilku zdaniach.
Na szczęście w Wielkiej Brytanii można spotkać mnóstwo różnych narodowości i jak mówi stare przysłowie: 'Co kraj to obyczaj.'
Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie.
Święta Wielkanocne zazwyczaj spędzam w Polsce, ale pewne okoliczności sprawiły, że w tym roku zostanę na Wyspach i muszę przyznać, że nie jest to najgorsze rozwiązanie. O ile jestem dobrze poinformowana to w Polsce ciągle sypie śnieg a temperatura jest bardziej minusowa niż plusowa.
Nie, żebym nie lubiła polskiej zimy ale przyznam, że wolę ją w grudniu a nie pod koniec marca :)

W okolicach Świąt zwykle, kiedy mamy chwile, dzielimy się w pracy naszymi spostrzeżeniami i opowiadamy sobie jak każde z nas spędza ten czas.
Dla wielu z nas, gdybyśmy tylko mieli mozliwosc, te dni byłyby szczególne, bo spędzone z rodziną i przyjaciółmi w miejscach, gdzie mamy swoje korzenie.
Ale nie zawsze tak może być, więc pozostaje się z tym pogodzić i zrobić wszystko, by było nam dobrze tu, gdzie jesteśmy.

Ze Świąt spędzonych tutaj pamiętam piekną, słoneczną pogodę i spacery po klifach. Łapanie pierwszego, wiosennego słońca i relaks.
I tak też wyglądają Święta większości Anglików. Wyjeżdżają nad morze, spacerują plażą, a potem spotykają się na obiedzie w pubie. W tak zwanym między czasie wychodzą na zakupy i spedzają czas z rodziną.

Nie gotują tradycyjnych potraw, nie spieszą się, nie myją okien i nie sprzatają całego mieszkania :)
Pozwalają czasowi płynąć, relaksując się z najbliższymi.

Polacy, których znam często robią to samo. Natomiast ci,  którzy mają rodziny starają się tradycję podtrzymać  robiąc wspaniałe śniadanie i wychodząc do polskich kościołów, których na Wyspach nie brakuje.

Moj wloski kolega, powiedzial, ze kiedy jest w swoim kraju podczas Swiat Wielkanocnych to zazwyczaj urzadza z rodzina gigantyczna uczte w postaci grillowanych potraw, ktorymi zajadaja sie w ogrodzie.
Ten sam kolega popatrzyl na mnie z wielka dezaprobata, kiedy zajadalam sie miechem w Srode Popielcowa. Dopytywal sie tez z czego zamierzam zrezygnowac w czasie Wielkiego Postu.
Kiedy ja zadalam mu to samo pytanie, z rozbrajajaca szczeroscia przyznal, ze jest zbyt duzo kuszacych rzeczy z ktorych musialby zrezygnowac...Wiec...Da sobie spokoj i nie zrezygnuje z niczego :)

Czy powtorze sie, jesli napisze, ze:'Co kraj to obyczaj'?

W trakcie kiedy Anglicy odpoczywaja, Polacy leja sie woda. W moim rodzinnym miescie wychodzilismy wszyscy na podworko i swietnie sie bawilismy.
Przebieralismy sie kilka razy, tworzylismy 'gangi' i zarowno chlopcy jak i dziewczyny mieli z tego niezla frajde.

Nie wszystkim to sie jednak podoba :)

Slowacy, bo o nich mowa, maja troche inny zwyczaj.
Mezczyzni zbieraja sie w grupy i chodza z (pustymi!) wiadrami od domu do domu, w ktorych mieszkaja mlode dziewczyny. Tam napelniaja wiadra, a nastepnie cala ich zawartosc wylewaja na Bogu ducha winna dziewczyne (na zdrowie, a co!). Po czym...Zadaja Slivovicy (albo co tam gospodyni w barku ma) i ida do nastepnego domu.
Zapewne gdybym byla rodowita Slowaczka ( a nie 'tylko' Polka uwielbiajaca slowacki jezyk i ichne knedliki) to nie mialabym nic przeciwko takim praktykom. Ale moja polska natura nie pozwolila mi spedzic Lanego Poniedzialku na slowackich warunkach.
Zeby nie bylo, ze jestem skapa, przed przyjsciem chlopakow wstawilam juz wodke do lodowki. Nastepnie  nabralam wody we wszystkie wiadra w ktorych posiadaniu bylam i spokojnie czekalam na armie (juz troche podpitych) znajomych 'zza miedzy'.
Kiedy tylko zapukali do drzwi, zaczelam swoja mala wojne :)
A nastepnie nakarmilam ich bialym barszczem i napoilam polska wodka :)

Pozdrawiam,

M.