9 miesięcy: A ty to możesz jeść?!

Na pewno nie raz w czasie ciąży, zdarzyło ci się pójść do restauracji. Oczywista, że nie zamawiałaś wtedy wódki, ani szampan nie lał sie strumieniami. Wiesz, mogę się mylić, ale z góry zakładam, że świadome odmiennego stanu kobiety raczej tego nie robią. Z jedzeniem ma się rzecz jednak zupełnie inaczej, prawda? Kiedy przejdą już te wszystkie poranne, wieczorne i popołudniowe mdłości, nagle nabierasz apetytu i przegladając menu, nie bardzo potrafisz się zdecydować na jedną, konkretną potrawę. Bywa, że jak już dostaniesz swój talerz, to okazuje się, że twój partner/znajomy/przyjaciółka, zamówili coś na co teraz patrzysz z zachwytem i od czego wzroku oderwać nie możesz. Za późno - jedz swojego łososia. I bądź pewna, że zanim włożysz piękny kęs to ust, któryś ze strażników twojego przewodu pokarmowego, nie omieszka zapytać (stwierdzić?) na głos, co nastepuje:

'A ty to możesz jeść?!'

Konsternacja i niepewność - tak chyba mogę określić to, co na początku czułam. Nie do końca wiedziałam, czy osoba zwraca się do mnie, czy do kogoś za mną, ale kiedy nabrałam juz pewności, że ktoś obrał sobie za cel kontrolowanie tego, co mam na talerzu, postanowiłam te dzikie okrzyki zignorować.
Kiedy natomiast padło kolejne pytanie: 'A co to?!', nie stać mnie juz było nawet na kapkę cynizmu.
Ręce opadły a ja poczułam się jak najgorsza kryminalistka w całym hrabstwie.
Łosoś, do cholery!
Ryba.
Jadłam ją przed ciążą i o ile wiem, nie ma żadnych przeciwwskazań, do tego, żebym mogła to robić nadal. Naprawdę, nie ma potrzeby patrzeć na mnie, jakbym właśnie wciagała kreskę białego proszku, albo podwijała rękaw i przygotowywała się do strzału.
Znasz to, prawda?
W każdym towarzystwie znajda się ludzie, którzy bez chwili zastanowienia zaczną cię informować, co możesz a czego absolutnie nie. Co jest wskazane, a co zabronione. Nagle wszyscy stają się ekspertami w dziedzinie twojego brzucha. I nie jest to (niestety) pojedynczy przypadek.

Moi rodzice, od dawien dawna przesyłają mi paczki żywnościowe. Dla kogoś może być to conajmniej niezrozumiałe, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość polskich sklepów w mieście. Dla mnie jest to jednak cudowny gest, który niezmiennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Ale ten grymas zmienia się niemal natychmiast, kiedy widzę lustrujące mnie spojrzenia kolegów i koleżanek, które z pełną powagą i troską zaglądają do koperty.
To jak zaglądanie do talerza! A zaglądanie do mojego talerza wywołuje we mnie (a jakże!) agresję.
Jeśli tylko będe potrzebowała dietetyka (specjalisty, ginekologa, albo wszystko w jednym) to dam znać. Ciężarna, nie oznacza: 'głupia.'

M.



No comments: