If I told you that...

W moich mini-podrozach, jak zwyklam nazywac te kilkudniowe wypady do innych krajow, najbardziej kreca mnie ludzie. Oczywiscie, wspaniale jest zobaczyc inne miejsca, piekne widoki, ale calosc bezsprzecznie tworza ci, ktorzy ta ziemie zasiedlaja...
Lubie wdawac sie z nimi w dyskusje, rozmawiac o ich zwyczajach, kulturze, kuchni...
Rzadko jednak zdarza mi sie takie rozmowy prowokowac. Nie jestem na tyle odwazna.
Chociaz, podczas ostatniego Eurotripu, strasznie zainteresowal mnie pewien mlody chlopak, ktory usilnie probowal mi wmowic, ze jest Albanczykiem, podczas gdy jego slowacki byl na najlepszym poziomie.
Chlopak ten ow, okazal sie wiec byc slowackim Romem a, ze ja przypadkiem mowie w tym jezyku, to zabawne bylo obserwowac go zaklopotanego. A przeciez co to za roznica skad pochodzimy i jakiego koloru jestesmy?
Jak juz wspominalam, nie przywyklam do zaczynania rozmow, wiec siedzac ostatnio wygodnie w pociagu w pewnym kraju, juz, juz chcialam wpasc w objecia Morfeusza, kiedy siedzacy obok, mlody chlopak, zaczal od pytania, jakie jest haslo na Wi-Fi.
Zapewniam Was, ze internet byl ostatnia rzecza, ktora mnie wtedy obchodzila i nawet nie wiedzialam, ze mamy mozliwosc z niej skorzystac bedac w pociagu.
Odpowiedzialam wiec (zgodnie z prawda), ze przykro mi, ale nie wiem. Usmiechnelam sie grzecznie i z nadzieja na szybki sen, przykrylam sie kocem.
Ale mlody sie nie poddawal. Po jego pierwszym pytaniu, nastapily nastepne, a ja bombardowana znakami zapytania, grzecznie odpowiadalam.
Chlopak (nawet sie sobie nie przedstawilismy) po uzyskaniu ode mnie informacji, w jakim kraju mieszkam, zaczal...

Czy w Londynie jest duze skazenie powietrza?
Czy ludzie sie spiesza?
Czy sa zrelaksowani?
Czy kiedykolwiek odczulam rasizm na wlasnej skorze?

Przy kazdej mojej odpowiedzi, wspaniale porownywal Hiszpanie, gdzie studiuje i Chiny, skad pochodzi do mojego Londynu, zasypujac mnie ciekawymi informacjami.

Kiedy kolo nas przechodzila przemila pani konduktor, zapytal, dlaczego nie ma dla nas wody na stolikach, przy czym nie omieszkal nas poinformowac, ze w Szanghaju to standard.

W glowie, mialam jedno, jedyne zdanie, ktore az prosilo, cisnelo sie na moje usta...
'Well, you are not in Shanghai, Love.' To taki skutek uboczny przebywania dzien w dzien z Anglikami :)
Ale poniewaz jestem dobrze wychowana, to powstrzymalam sie od komentarza.

Dowiedzialam sie wiec mnostwo ciekawych informacji i z glowa pelna pozytywnych emocji, w koncu polozylam sie spac...

W hostelu wlasciciel przywital mnie z usmiechem, pytajac, czy juz jestem splukana?
Kraj do ktorego sie wybralam do najtanszych nie nalezy, wiec pytanie wydalo sie logiczne. A jego usmiech zarazliwy :)
Kiedy zapytalam, czy byl juz w miejscu, ktore ja bardzo chcialam zobaczyc, (sam jest emigrantem) to powiedzial, ze w tym kraju zyje 'dopiero' dwanascie(!) lat i na wszystko przyjdzie czas :) To jest dla mnie najprostszy przyklad pozytywnego myslenia :)

Ludzie daja mi mnostwo energii. Kiedy jest to energia pozytywna, odplacam sie tym samym. Kiedy negatywna, uciekam :)
Lubie sie rozkrecic, porownywac, a w glebokich zakamarkach swiadomosci, szkicowac kolejne marzenia. Gdzies, gdzie nikt mnie nie zna i nie ocenia, wkladam na glowe czapke (albo otulam sie spiworem, kiedy jedyne na czym mi zalezy to sen) i ide przed siebie, usmiechajac sie do ludzi. Kazdy z nas ma swoja historie i zapewniam Was, ze nie wiemy, co w srodku kazdego czlowieka sie dzieje, ale wiem tez, ze warto odlozyc na chwile ksiazke albo sen i sluchac, sluchac, sluchac...

Pieknego poniedzialku!

M.

No comments: