xxx

9 miesięcy: Baby brain.

Zdarzyło Ci się, że o czymś zapomniałaś trochę więcej razy niż zazwyczaj?
Albo powiedziałaś coś i nagle zdałaś sobie sprawę, że się powtarzasz?
Powiadają, że to nic złego.
Nawet jeśli kilka razy wyślesz maila do klienta z tym samym pytaniem.
Albo pomylisz imiona. Sól z pieprzem. Przejedziesz kilka metrów na ręcznym, zastanawiając się co się do cholery dzieje z samochodem z którym do tej pory nie miałaś najmniejszych problemów.
W myślach zaczniesz pisać najczarniejsze scenariusze i zastanawiać się do kogo powinnaś zadzwonić, kiedy okaże się, że nie wziełaś telefonu. Mimo, że przed ciążą raczej się  to nie zdarzało.
Zapomnisz, gdzie zaparkowałaś.
Zadasz po raz wtóry to samo pytanie koleżance siedzącej obok.
Uświadomisz sobie, że odpowiedzi na pytania, które zadałaś, giną gdzieś w przestrzeni a ty nijak nie potrafisz ich zarejestrować. Dlatego pytasz o to samo po raz kolejny.
Wrócisz do sklepu kilka razy bo pomimo listy zakupów, znowu o czymś zapomniałaś.
Albo kupisz coś, by po kilku dniach stwierdzić, że wcale tego nie potrzebowałaś.

Ciąża to nie tylko rosnący brzuch.

Kiedy zdarzyło mi się zapomnieć o kilku sprawach w pracy, uznałam, że to jakieś dziwne zmęczenie i naprawdę nie warto się tym przejmować.
Ale kilka razy usłyszałam od swoich kolegów (tak właśnie - od mężczyzn - nie od kobiet) określenie 'baby brain' w które w ogóle nie chciało mi się wierzyć. Uznałam je za marną wymówkę.
Ale kiedy posłuchałam kilku kobiet (taka ze mnie feministka!) wszystko zaczęło układać się w logiczną całość,

Naukowcy twierdzą, że w czasie ciaży, kobiety używają prawej półkuli mózgu o wiele częściej niż 'świeże' mamy. Powodem tego zjawiska ma być więź, którą zaczynają budować ze swoim, jeszcze nienarodzonym dzieckiem.
Wiele ciężarnych kobiet uważa, że w tym właśnie czasie stały się bardziej zapominalskie i ciężej im się skoncentrować na rozwiązaniu  logicznych zadań.
Mają również więcej spraw na głowie. Ich ciało się zmienia i często nie łatwo zaakceptować fakt, że nie mieszczą sie w swoje ubrania a hormony nie przestaja szaleć. Taka kobieta nie tylko czuje się zagubiona, ale samej też jest jej ciężko określić, gdzie kończy się jej charakter a zaczynają zmiany hormonalne :)

Ponadto, kobieta w ciąży stara się przyzwyczaić do faktu, że jej życie właśnie się zmienia i jest to tylko początek wielkich zmian. Chce mieć też wiele spraw pod kontrolą, przyswaja nowe informacje (nawet te, których nie potrzebuje) a przede wszyst,kim przygotowuje się do nowej roli.

Dlatego, kiedy po raz kolejny zapomnisz, gdzie zaparkowałaś swój samochód, po prostu uśmiechnij się nad tym i...miej nadzieję, że 'baby brain' za jakis czas minie.

M.

Wielkanoc albo Happy Easter!

Gdyby ktoś mnie zapytał o to jak Anglicy spędzają Święta Wielkanocne, to z pewnością ten wpis zmieściłby się w kilku zdaniach.
Na szczęście w Wielkiej Brytanii można spotkać mnóstwo różnych narodowości i jak mówi stare przysłowie: 'Co kraj to obyczaj.'
Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie.
Święta Wielkanocne zazwyczaj spędzam w Polsce, ale pewne okoliczności sprawiły, że w tym roku zostanę na Wyspach i muszę przyznać, że nie jest to najgorsze rozwiązanie. O ile jestem dobrze poinformowana to w Polsce ciągle sypie śnieg a temperatura jest bardziej minusowa niż plusowa.
Nie, żebym nie lubiła polskiej zimy ale przyznam, że wolę ją w grudniu a nie pod koniec marca :)

W okolicach Świąt zwykle, kiedy mamy chwile, dzielimy się w pracy naszymi spostrzeżeniami i opowiadamy sobie jak każde z nas spędza ten czas.
Dla wielu z nas, gdybyśmy tylko mieli mozliwosc, te dni byłyby szczególne, bo spędzone z rodziną i przyjaciółmi w miejscach, gdzie mamy swoje korzenie.
Ale nie zawsze tak może być, więc pozostaje się z tym pogodzić i zrobić wszystko, by było nam dobrze tu, gdzie jesteśmy.

Ze Świąt spędzonych tutaj pamiętam piekną, słoneczną pogodę i spacery po klifach. Łapanie pierwszego, wiosennego słońca i relaks.
I tak też wyglądają Święta większości Anglików. Wyjeżdżają nad morze, spacerują plażą, a potem spotykają się na obiedzie w pubie. W tak zwanym między czasie wychodzą na zakupy i spedzają czas z rodziną.

Nie gotują tradycyjnych potraw, nie spieszą się, nie myją okien i nie sprzatają całego mieszkania :)
Pozwalają czasowi płynąć, relaksując się z najbliższymi.

Polacy, których znam często robią to samo. Natomiast ci,  którzy mają rodziny starają się tradycję podtrzymać  robiąc wspaniałe śniadanie i wychodząc do polskich kościołów, których na Wyspach nie brakuje.

Moj wloski kolega, powiedzial, ze kiedy jest w swoim kraju podczas Swiat Wielkanocnych to zazwyczaj urzadza z rodzina gigantyczna uczte w postaci grillowanych potraw, ktorymi zajadaja sie w ogrodzie.
Ten sam kolega popatrzyl na mnie z wielka dezaprobata, kiedy zajadalam sie miechem w Srode Popielcowa. Dopytywal sie tez z czego zamierzam zrezygnowac w czasie Wielkiego Postu.
Kiedy ja zadalam mu to samo pytanie, z rozbrajajaca szczeroscia przyznal, ze jest zbyt duzo kuszacych rzeczy z ktorych musialby zrezygnowac...Wiec...Da sobie spokoj i nie zrezygnuje z niczego :)

Czy powtorze sie, jesli napisze, ze:'Co kraj to obyczaj'?

W trakcie kiedy Anglicy odpoczywaja, Polacy leja sie woda. W moim rodzinnym miescie wychodzilismy wszyscy na podworko i swietnie sie bawilismy.
Przebieralismy sie kilka razy, tworzylismy 'gangi' i zarowno chlopcy jak i dziewczyny mieli z tego niezla frajde.

Nie wszystkim to sie jednak podoba :)

Slowacy, bo o nich mowa, maja troche inny zwyczaj.
Mezczyzni zbieraja sie w grupy i chodza z (pustymi!) wiadrami od domu do domu, w ktorych mieszkaja mlode dziewczyny. Tam napelniaja wiadra, a nastepnie cala ich zawartosc wylewaja na Bogu ducha winna dziewczyne (na zdrowie, a co!). Po czym...Zadaja Slivovicy (albo co tam gospodyni w barku ma) i ida do nastepnego domu.
Zapewne gdybym byla rodowita Slowaczka ( a nie 'tylko' Polka uwielbiajaca slowacki jezyk i ichne knedliki) to nie mialabym nic przeciwko takim praktykom. Ale moja polska natura nie pozwolila mi spedzic Lanego Poniedzialku na slowackich warunkach.
Zeby nie bylo, ze jestem skapa, przed przyjsciem chlopakow wstawilam juz wodke do lodowki. Nastepnie  nabralam wody we wszystkie wiadra w ktorych posiadaniu bylam i spokojnie czekalam na armie (juz troche podpitych) znajomych 'zza miedzy'.
Kiedy tylko zapukali do drzwi, zaczelam swoja mala wojne :)
A nastepnie nakarmilam ich bialym barszczem i napoilam polska wodka :)

Pozdrawiam,

M.




9 miesięcy: A ty to możesz jeść?!

Na pewno nie raz w czasie ciąży, zdarzyło ci się pójść do restauracji. Oczywista, że nie zamawiałaś wtedy wódki, ani szampan nie lał sie strumieniami. Wiesz, mogę się mylić, ale z góry zakładam, że świadome odmiennego stanu kobiety raczej tego nie robią. Z jedzeniem ma się rzecz jednak zupełnie inaczej, prawda? Kiedy przejdą już te wszystkie poranne, wieczorne i popołudniowe mdłości, nagle nabierasz apetytu i przegladając menu, nie bardzo potrafisz się zdecydować na jedną, konkretną potrawę. Bywa, że jak już dostaniesz swój talerz, to okazuje się, że twój partner/znajomy/przyjaciółka, zamówili coś na co teraz patrzysz z zachwytem i od czego wzroku oderwać nie możesz. Za późno - jedz swojego łososia. I bądź pewna, że zanim włożysz piękny kęs to ust, któryś ze strażników twojego przewodu pokarmowego, nie omieszka zapytać (stwierdzić?) na głos, co nastepuje:

'A ty to możesz jeść?!'

Konsternacja i niepewność - tak chyba mogę określić to, co na początku czułam. Nie do końca wiedziałam, czy osoba zwraca się do mnie, czy do kogoś za mną, ale kiedy nabrałam juz pewności, że ktoś obrał sobie za cel kontrolowanie tego, co mam na talerzu, postanowiłam te dzikie okrzyki zignorować.
Kiedy natomiast padło kolejne pytanie: 'A co to?!', nie stać mnie juz było nawet na kapkę cynizmu.
Ręce opadły a ja poczułam się jak najgorsza kryminalistka w całym hrabstwie.
Łosoś, do cholery!
Ryba.
Jadłam ją przed ciążą i o ile wiem, nie ma żadnych przeciwwskazań, do tego, żebym mogła to robić nadal. Naprawdę, nie ma potrzeby patrzeć na mnie, jakbym właśnie wciagała kreskę białego proszku, albo podwijała rękaw i przygotowywała się do strzału.
Znasz to, prawda?
W każdym towarzystwie znajda się ludzie, którzy bez chwili zastanowienia zaczną cię informować, co możesz a czego absolutnie nie. Co jest wskazane, a co zabronione. Nagle wszyscy stają się ekspertami w dziedzinie twojego brzucha. I nie jest to (niestety) pojedynczy przypadek.

Moi rodzice, od dawien dawna przesyłają mi paczki żywnościowe. Dla kogoś może być to conajmniej niezrozumiałe, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość polskich sklepów w mieście. Dla mnie jest to jednak cudowny gest, który niezmiennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Ale ten grymas zmienia się niemal natychmiast, kiedy widzę lustrujące mnie spojrzenia kolegów i koleżanek, które z pełną powagą i troską zaglądają do koperty.
To jak zaglądanie do talerza! A zaglądanie do mojego talerza wywołuje we mnie (a jakże!) agresję.
Jeśli tylko będe potrzebowała dietetyka (specjalisty, ginekologa, albo wszystko w jednym) to dam znać. Ciężarna, nie oznacza: 'głupia.'

M.



Z Wysp gotuje: Gruzińskie Ostri.

Ostri

Ponad rok temu w jednym z gruzińskich miast, zupełnie wygłodniali postanowiliśmy wejść do pierwszego, lepszego baru i zapełnić nasze puste żołądki.
Fakt, że w środku siedzialo kilku wznoszących toast cha-chą Gruzinów przekonał nas, że trafiliśmy w dobre miejsce.
Niewiele myśląc postanowiliśmy zamówić kilka potraw zdając się zupełnie na łaskę (i nie łaskę) pani, która zdawała się być właścicielką tego zacnego przybytku.

I tak oto trafiliśmy na Ostri - zupę gulaszową na bazie sosu pomidorowego.

Zapraszamy!


                                                                  Składniki:

800 gram chudej wołowiny
3 cebule
100 gram masła
4 pomidory
4 ząbki czosnku
1 łyżka koncentratu pomidorowego
Łyżka ostrej papryki
Mała łyżeczka suszonej kolendry
Liść laurowy
Garść swieżej pietruszki



Przygotowanie:




1. Wołowinę kroimy w kostkę i wrzucamy do garnka razem z dwoma liśćmi laurowymi. Dodajemy 200 ml wody, przykrywamy i dusimy ok 2 godzin od czasu do czasu mieszając;

2.  Powstały w czasie gotowania sos, odlewamy i odstawiamy na później. Jeszcze nam się przyda;
3.  Dodajemy 100 gram masła i trochę soli do smaku;
4. Cebulę kroimy w kostkę (albo blendujemy - wedle uznania) i wrzucamy do garnka. Gotujemy na słabym ogniu przez ok 8 minut;
5. Obieramy pomidory ze skóry, kroimy i dodajemy je do naszych składników. Gotujemy około 5 minut;
6. Następnie dodajemy 'zmiażdżony' czosnek, łyżeczkę suszonej kolendry i łyżkę koncentratu pomidorowego a także łyżkę ostrej papryki;
7. Dodajemy sos i gotujemy przez kolejne 5 minut.
8. Na sam koniec, kroimy świeżą pietruszkę i dodajemy do garnka.

Oto efekt:





Gaamot!

M.

9 miesięcy: Początek

Witaj,

Skądkolwiek przychodzisz, zawsze masz prawo zawrócić. Mówię o tym od razu, żebyśmy zaraz na początku naszej znajomości nie popadli w konflikt.
Ta część mojego bloga nie będzie afirmacją tak zwanego stanu błogosłowianego, ani chęcią jego popularyzacji. Nie będzie słodko. Za to będzie szczerze.

Czytaj, jeśli masz ochotę...

Stan (nie)błogosławiony

Powiadają, że nie wypada narzekać. Że nie powinnaś, bo jeszcze coś się może stać. Albo, kiedy już nie słuchasz, bo zwyczajnie nie masz ochoty, wyciągają działo najcięższe, pytając (czy stwierdzając raczej): 'Zachowujesz się tak jakbyś NIE chciała tego dziecka.' Czujesz, że tłumaczyć się wypada, ba!-nawet chwilowe wyrzuty sumienia pojawiają się w twojej głowie i coś na kształt obawy, czy na pewno jestem normalna?
Nie martw sie. Ja myślę, że jesteś nie tylko normalna, ale zwyczajnie - do niedawna słowo przez mnie znienawidzone - całkiem racjonalna w tym, co mówisz. Dlaczego owijać w bawełnę? Dlaczego kłamać, że jest pięknie, kiedy nawet zębów rano umyć porządnie nie możesz, bo Twój żołądek nagle chce zwrócić wszystko, co poprzedniego dnia udało Ci się przełknąć?
Do boju.
Co jest cudownego w tym, że każdy zapach powoduje mdłości? Twoje nogi nijak nie chcą przekroczyć progu kuchni, bo wszystko, co jest w lodówce wydaje się być śmiertelnym wrogiem.
Perfumy kolegi, który siedzi obok śmierdzą niczym te z ruskiego targu, ale nie masz prawa mu o tym powiedzieć. Każdy przecież może pachnieć jak chce! Zresztą - twoje ulubione do tej pory zapachy też tyłka nie urywają, a jeśli już to w zupełnie przeciwna stronę. Coś, co jeszcze kilka tygodni temu sprawiało, że czułaś się pewna siebie i kobieca, dziś powoduje, że najbliższych piętnaście minut chcesz spędzić w toalecie.
Zadajesz sobie pytanie, czy to jest ten stan o którym wszyscy mówili, że jest najpiękniejszy? Czy może coś przeoczyłaś? Może ktoś kiedyś jednak wspomniał, że nie jest tak różowo, ale ty, albo zapomniałaś, albo zwyczajnie nie słuchałaś pogrążona w swoich tylko myślach. No, a teraz właśnie się okazuje, że mdłości nazywane z przekory chyba porannymi, u ciebie występują kilka razy w ciągu dnia i mogą być spowodowane przez wszystko. Nie dziw się też, kiedy biorac prysznic, nie wiedzieć czemu, zaliczysz też szybkie spotkanie z toaletą. Najwyraźniej twój krem pod prysznic nie podoba ci się juz tak, jak kiedyś...

M.

Ludzie Nepalu.

Ich mentalność zauważysz od razu. Nie spieszą się, nie gonią niepotrzebnie. Mają czas na spotkanie, pogawędkę i uśmiech. Pomogą, jeśli o tę pomoc poprosisz, a jeśli nie uda Wam sie porozumieć, to zawsze pozostaje uśmiech serdeczny. Może i jesteś kolejnym tylko podróznikiem z plecakiem i nadzieją na przygodę, a może wasze drogi splotą się na dłużej. Nie wiesz tego dopóki nie spotkasz człowieka po raz drugi, a potem kolejny.
Ludzie Nepalu to nie tylko obywatele tego niewielkiego i w jakimś sensie wciąż dzikiego kraju. To też ci, których spotykasz w drodze na swój szczyt i tacy od których usłyszysz historie. Tacy, którzy w krótkiej niby tylko grzecznej rozmowie zdążą jeszcze Cie zainspirować, dotknąć czułego punktu i zmuszą do poszukiwania odpowiedzi. Odpowiedzi na pytanie: 'Co dalej?'
Albo: 'dokąd?'

Spotkasz ich w autobusach do miejsc wszelakich, ale też w skromnych barach, czy świątyniach. Bądź jednak pewien, że to nie koniec. Jeśli los zechce, wasze spotkanie będzie miało swój dalszy ciąg.

Bo krótko po tym okaże się, że pędzicie tym samym autobusem po tą samą przygodę. I chociaż macie pewność, że na tym to wszystko sie kończy, kiedy pijecie bananowe lasi w przydroznym barze, wasz nie - towarzysz postanowił wpaść tam z kimś jeszcze na śniadanie. Spotkanie przyjemnie się przedłuża, postanawiacie razem zjeść obiad a potem pozwiedzać okolicę.
Ktoś mówi, że warto tam, ktoś inny opowiada historię swojego życia, pokazuje zdjęcia, a ty nieśmiało zaczynasz planować kolejne podróże.
Spotkani po drodze ludzie są poniekąd ciekawym drogowskazem. I najpiękniej słuchać ich przygód, kiedy i oni słuchają. Najpiękniej mówić wtedy, kiedy chcą słuchać.
Ich samotne podróże i ciekawość świata pozwalają wierzyć, że warto kiedyś spakować plecak i wyruszyć na poszukiwania. Czy to nowych miejsc czy po prostu...siebie.

Na swojej drodze spotkasz takich, którzy kiedyś rzucili wszystko i postanowili poszukać innego świata. Podróżując, opowiedzą o nudnej pracy w ogromnej korporacji, o niespełnieniu i wreszcie, o podjęciu tej najważniejszej dla nich decyzji. Nie zobaczysz w ich oczach pogardy do tamtego świata, ale radość z wyruszenia w drogę. W końcu: 'Każdą podróż rozpoczyna pierwszy krok...'
W rozmowie z pewnością się dowiesz, że jako taki plan mieli tylko na miesięcy kilka, ale jakoś ciężko im wracać do spraw pozostawionych, więc kontynuują swoją podróż.
Obok nich usiądą ludzie, którzy wiedzą skąd i dokąd idą, chociaż nie zawsze zdają sobie sprawę z ryzyka i wysiłku jaki ich czeka. Są podekscytowani, szczęśliwi i pełni pozytywnej energii. Porozmawiają z każdym, kto tylko chce wysłuchać ich historii, dlatego po kilku dniach już cały hostel wie, jaki jest ich następny krok...

Gdzieś blisko gór, które chowały się przed nami dumne i nieosiągalne, dostrzegałam mnóstwo dzieci.
Starsze, opiekujące się młodszymi, mali indywidualiści pełzający swoją drogą. Uśmiechnięte, radosne, często zasmarkane buzie. Bez telefonów i gier komputerowych. Ich śmiech niósł się daleko, kiedy przeskakiwali kałuże, albo gonili ptaki. Ich ciemne oczy wyrażały więcej niż moglo mi się wydawać, a ich emocje, najprostsze uczucia uświadamiały mi, jak wielka panuje w nich radość. Szczęście.

Kiedy myślę o Nepalu, często myślę o ludziach. Każdy z nich w swoim tylko, czasem nieznanym kierunku. Myślę jak cudownie i jak bardzo potrzebne jest posłuchać tych historii bo często można odnaleźć w nich cząstkę siebie. Albo cząstkę człowieka, którym chcemy być.

M.

Opowiedz nam o Nepalu Część 2

Nepalu trzeba dotknąć. Nie, nie trzeba się z nim zgadzać, ale trzeba zaakceptować reguły.
Albo idziesz z falą, albo przegrywasz. Albo godzisz się na gorący dzień i cholernie zimną noc, albo klniesz niezadowolony. Nie ma nic za darmo. Nie ma, o tak, bo chcę!

Kiedy chcesz zobaczyć te słynne na cały świat Himalaje, to zerwiesz się o czwartej nad ranem w pełnym ubraniu i przejdziesz ciemny las, bo latarka już dawno straciła na ważności i nie świeci zwyczajnie. Bedziesz dyszeć, sapać, klnąć na własną nie - kondycję, ale ani duma ani ambicja nie pozwolą Ci nie iśc dalej. Zimno? Niezbyt wygodnie? Pech. Chcesz zobaczyć coś niezwykłego to idź.
Bez gwarancji żadnej, ale o tym zapominasz bo przecież Tobie zdarzyć się musi.
Taki ważny jesteś? Bzdura. A nawet jeśli, to możesz być ważny tam, gdzieś w swoim zachodnim świecie siedząc przy biurku i myśląc, że caly świat kręci się wokół pieniędzy.
W Nepalu jesteś gościem i im prędzej sobie to uświadomisz tym lepiej.
Dla Ciebie, dla nikogo innego.
A i jeszcze nie waż się myśleć, że każdy Twój wysiłek zostanie wynagrodzony. Nic bardziej mylnego! Długie marsze, pot i złość możesz sobie wsadzić w... buty. Lepiej dla Ciebie, żeby były one wygodne.
Ten kraj nie wyjdzie naprzeciw Twojej zachodniej naturze. Nie pogłaszcze po głowie, nie zrozumie przybysza rozwiniętego kraju, bo i po co?

Chciałeś podróżować po miejscach niezwykłych? Proszę bardzo. Ale nigdy, naprawdę nigdy nie oczekuj, że będzie łatwo.
Nie porównuj Nepalu do wakacji all inclusive. Zamiast tego, weź swój zakurzony plecak, zakryj twarz maską albo chustą i idź swoją drogą.

Otwórz się na nowe doświadczenia, zapachy i na ludzi.
Zaakcepuj nowy kraj i nie chciej go zmienić.
Nie ustawaj w poszukiwaniach, nie przestawaj się dziwić.
Zamiast tego otwieraj szeroko oczy i nie pozwól swojej dorosłości wywołać w Tobie strachu przed nowym.

Kiedy już staniesz na górze, żeby podziwiać widoki, a okaże się, że dzisiaj jeszcze nie czas, zejdź spokojnie i uśmiechaj się do ludzi. Napij się z nimi herbaty, wysłuchaj i uzbrajaj się w cierpliwość.
Natura...Natura rządzi się swoimi prawami.
Kiedy po kilku dniach oczekiwania na majestatyczne, gigantyczne, najwyższe szczyty na świecie, postanowisz kupić bilet do zatłoczonego Kathmandu, natura znowu zagra Ci na nosie i pokaże swoją wyższość. Zamiast więc gnać do miasta na złamanie karku, zostań jeszcze jeden dzień w górach...Warto. Warto dla tych kilku niepowtarzalnych chwil.
Wschód słońca nad Himalajami wynagrodzi Ci Twoją cierpliwość.

Zaufaj i uwierz, że to, co widzisz, chociaż tak inne od Twojej codzienności, zostawi w Tobie wspomnienie, które być może będziesz pielęgnował do końca.

I chociaż usłyszysz, że nie zawsze warto, że to niepotrzebne a noga znowu zacznie tupać...Odkrywaj.

M.