Samotnie w podróży.

Zjeździł samotnie Europę i dobry kawał Ameryki Południowej.
Woli naturę od człowieka, a kiedy pochwalisz jego zdjęcie, stwierdzi tylko, że to świat podsuwa mu gotowe krajobrazy, a aparat to tylko narzędzie.
Dzięki temu, ściany naszego małego mieszkania zdobią obrazy miejsc z różnych stron świata.
Podczas gdy ja poszukuję ludzi i wsłuchuję się w ich historie, on woli usiąść z papierosem i kontemplować rzeczywistość.
Mimo tak wielkich różnic, udało nam się kilka wspólnych podróży, ale ta rozmowa nie będzie o jednej z nich.
Chcę się dowiedzieć, jak to jest podróżować samemu, nie bać się i co jest najważniejsze, kiedy przekracza próg bezpiecznego lotniska i udaje się w nieznane.

Siadamy naprzeciw siebie i ciężko nam zacząć tę rozmowę, mimo wielu innych, które odbyliśmy w kilku miejscach. Ja się upieram, on też. Każde w swoja stronę.
Staram się wycisnąć jak najwięcej i dowiedzieć się czegoś, o czym jeszcze nie słyszałam.
Okazuje się, że łatwo nam się rozmawia, kiedy wiemy, że nikt nie słucha.
Teraz trudniej, bo ja wszystko skrzętnie zapisuję.

Ale żadne się nie poddaje.
To chyba ważne.


Ona: Dlaczego sam?

On: Dlatego, że lubię być zdany sam na siebie. Podróże przynoszą wiele nowych doświadczeń, a ja lubię sam je przeżywać. Poza tym (a może to właśnie jest najważniejsze?) podróżując samemu z dala od znanych miejsc, ludzi i rzeczy człowiek jest zmuszony do poszukiwania innego, nowego piękna.
Wyobraź sobie, ze jesteś w nieznanym miejscu, wszystko jest nowe. Jest mnóstwo emocji a jedyne co ci ciąży to cięzki, zakurzony plecak. Wtedy łatwo odkryć piękno, a dla każdego ma ono inną definicję.


Droga do Arequipy (Peru)
Ona: Drugi człowiek przeszkadza w poznawaniu?


On: Niekoniecznie.
Chociaż czasem fajnie jest gdzieś usiąść samemu, nikomu sie nie podporządkowywać, nikogo nie brać pod uwagę, z nikim nie dzielić swoich myśli.
Z drugiej jednak strony, kiedy podróżujesz z kimś, to ten właśnie czlowiek może ci pokazać inne spojrzenie, inną stronę, inną perspektywę.

Ona: Na przykład?

On: Nie mam przykładu. Musiałbym być dwa razy w tym samym miejscu. Raz sam, drugi raz z kimś jeszcze. Wtedy mógłbym ci powiedzieć, co dała mi obecność tej drugiej osoby.

Ona: A Ty właśnie nie wracasz tam, gdzie już byłeś. Pamiętasz jak w tamtym roku chcialam po raz kolejny kupować bilet do Gruzji? Zostawiłam tam część siebie. Ty jednak uparłeś się na Nepal...

On: Pod tym względem się nie zmieniłem. Nadal jestem dzieckiem, które lubi odkrywać nowe zakątki.
Może pewnego dnia zdążę wrócić na miejsca warte powrotu.


Ona: Co Ci daje podróżowanie?

On: Wolność, nowe doświadczenia. Możliwość patrzenia na świat w 3D zamiast przez ekran płaskiego telewizora. Ale wolność jest w tym najważniejsza.
Zmienia się perspektywa. Nawet coś tak zdawałoby się prozaicznego, jak kolor nieba, potrafi mnie wprawić w dobry nastrój.
Oprócz tego, podrożowanie sprawia, że doceniam to, co mam. Widząc biedę w miejscach, które zwiedziłem, zacząłem inaczej patrzeć na pełną lodówkę.


Ona: Czym jest dla Ciebie wolność?

On: Możliwość zmiany kierunku w którymkolwiek momencie podróżowania. Wolność to także możność bycia anonimowym. W podróży nikt nie zna twojej historii dopóki sam nie zdecydujesz się jej opowiedzieć. Możesz być kim chcesz i to ty nadajesz kierunek rozmowom i znajomościom. 
Wyobraź sobie, że siedzisz na brzegu Bosforu, oparty o tych kilka niezbędnych rzeczy spakowanych w jeden plecak. Nic nie musisz. Możesz patrzeć na to co cię otacza, otwierać  się na nowe doświadczenia.
Papieros w gębie i jesteś tak naprawdę nikim.

Ona: Albo tym, kim chcesz być...

On: A może to synonim... Bycie nikim to najwyższy poziom wolności. Nikt o nic nie pyta, niczego nie oczekuje. Jesteś sam ze swoimi myślami i jesteś panem swojego dnia. To ty decydujesz o tym, co będzie dalej, albo zdajesz się na los. Twój wybor. 


Ona: A strach?

On: Strach jest gdzieś na dnie wszystkich tych odczuć i emocji. Najpierw pojawia się ekscytacja, radość z możliwości poznania nowego. Na strach nierzadko nie ma już miejsca.
Jest też inne uczucie - respekt. To on zmusza mnie do racjonalnego myślenia, unikania podświadomie niebezpiecznych sytuacji.

Huacachina (Peru)

Ona: Myślisz, że strach ogranicza?

On: Oczywiście.  Strach to uczucie, które limituje, ogranicza nas i zamyka na nowe. Może cię sparaliżować, a wtedy nie ma szans na swobodne poznawanie.

Ona: Lima, Istambuł, Cuzco a może plaża w Meksyku? Który kraj jest Twoim ulubionym?


On: Zawsze twierdziłem, że granice między państwami są zbędne dlatego coś takiego jak kraj, w moim mniemaniu nie istnieje. 
Tak naprawdę nawet miejsca nie są ulubione, bo to bliskość, obecność czegoś na kształt boga dodaje miejscu magii. 
Bosfor (Turcja)
Spojrzenie na zachód slońca nad białym Pamukkale, na niezliczoną liczbę gwiazd w ciemnych zakątkach Kapadocji albo Peruwiańskich And...Biały piasek na pustej plaży w Tulum o wpół do piątej rano z widokiem na Morze Karaibskie, spokój Wenecji wczesnym porankiem, czy maleńki kościół na tle Kazbeku...Kruchość i marność ludzkiego istnienia na tle zdawałoby się wiecznych wzgórz lub proste spojrzenie na długą, nieznaną drogę przed tobą sprawia, że miejsce nabiera magii. Że każde miejsce może być szczególne. Gdybym miał wybrać miejsce w którym w sposób szczególny czułem się częścią Wszechświata to na pewno byłby to Bosfor. 
Patrząc na statki kierujące się w stronę oceanu, myślałem o tym, jak będąc dzieckiem, otwierałem atlas w miejscu, które nazywalem swoim domem. Naiwnie nie zdawałem sobie wtedy sprawy jak zmieni się moje spojrzenie, kiedy pierwszy raz postawię swoją stopę na nieznanym gruncie.

Romantyczne albo  zbyt dziecinne? Może właśnie dzięki temu możemy dostrzec piękno tego świata?
Może to właśnie dziecięca naiwność zmusiła mnie do ruszenia tyłka i sprawdzenia co 'Sąsiedzi chowają w ogródku...'


Ona: Oboje wiemy, że nie lubisz robić zdjęć ludziom. Nie, żebym sie skarżyla, ale z naszych wspólnych podróży mam może kilka zdjęć...Jak to jest? Ludzie są mało interesujący?

On: Ludzie kochają siebie, to jak wyglądają. Jednocześnie zbyt mocno koncentrują się na tym, jak ich postrzegają inni. Zamiast cieszyć się chwilą i podziwiać piękno miejsca w którym się aktualnie znajdują i żyć tu i teraz, wolą trzaskać 'samojebki' jedna po drugiej po to tylko by za chwilę wrzucić to do mediów społecznościowych. Szukają atencji i ciągle chcą coś udowadniać, jak chociażby to, że w danym miejscu byli. Nie masz zdjęcia to tak jakby cię tam nie było.
Rozumiesz?
Gdyby bóg albo ewolucja chcieli, żeby na miejscach widniały ludzkie mordy, to już dawno zostałyby tam wkomponowane :)
Kazbegi (Gruzja)
Na Maczu Pikczu spotkałem pewnego Amerykanina. Taki pod 60tkę. Poprosił, żebym pstryknął mu zdjęcie i zaproponował, że odwdzięczy się tym samym. Zrobiłem mu tą fotkę, ale kiedy powiedziałem, że nie potrzebuję zdjęcia na tle Maczu Piczu, był bardzo zdziwiony. Zapytał wprost, jak zamierzam udowodnić  swoim znajomym, że tam byłem?
Do dziś nie rozumiem takiego podejścia. Dla tamtego człowieka najwyraźniej bardziej liczyła się opinia innych niż sam fakt obecności w tak pięknym miejscu.
Ale logiki temu facetowi odmówic nie można.
Kiedy wróciem z Peru mój znajomy stwierdził, że nigdzie nie byłem a zdjęcia ściągnąłem z neta.

Trudno.

Kolejnym powodem dla którego nie lubię fotografować ludzi, są japońscy turyści.
Wyobraź sobie, że idziesz dwie godziny w trzydziestostopniowym upale i nie, nie narzekasz. Chcesz coś zobaczyć, przekonać się na własne oczy jak wygląda to, o czym do teraz dane było Ci tylko czytać.
Może marzysz o chwili spokoju? Zapomnij.
Przed Toba parkują akurat dwa autobusy pełne zaopatrzonych w aparaty Japończyków.
A Japończycy mają niestety to do siebie, że zdjęcia robią wszystkiemu i wszystkim.
Dosłownie.
Ptak się po drodze zesrał? Trzeba to udokumentować! Dlatego ostatnie, czego chcę w tym moim podróżowaniu to obecność ludzi. Wiem jednak, że to tylko  pobożne życzenia.
Gdziekolwiek się nie ruszysz, możesz być pewien, że spotkasz tam czlowieka.
Tromso (Norwegia)

Wiesz, zdarza mi sie czasem pomyśleć, że może nie powinienem nawet robić tych zdjęć?Może warto po prostu patrzeć na świat najlepszym i najdoskonalszym aparatem na świecie - swoimi oczami.

Ona: Z pewnością. Tylko wtedy nie mielibyśmy tych wszystkich zdjęć na ścianach. Musialabym je ściągać z Internetu :) Ale masz trochę racji, wiesz? To mi przypomina naszą dyskusje gdzieś na granicy Gruzji z Azerbejdżanem. O końcu jednego i początku drugiego kraju, tak naprawdę stanowili celnicy. Siedzieli w tej gorączce, poważni, w mundurach. Ludzie robili zdjęcia ptakom, zdaje się, że był to orzeł. 
Zdjęcia, aparaty, okrzyki. A potem sie dziwimy, że nie potrafimy żyć chwilą.

M&M






No comments: