I still love you...


Gdyby zyl, mialby dzis 67 lat. Freddiego Mercurego nie trzeba nikomu przedstawiac. Charyzmatyczny, utalentowany, showman, wokalista grupy Queen. Piekny w swoim szalenstwie. Jego glos sprawia, ze wracam do jego utworow raz po raz wpadajac w zachwyt.

 Niezmiennie.

Zaczelam sluchac Queen, kiedy bylam jeszcze mala dziewczynka. Nie wiedzialam wtedy, co to dobra muzyka, nie znalam angielskiego, ale dzielnie nasladowalam (bo przeciez nie spiewalam) odglosy plynace z kasety magnetofonowej. W tle slychac bylo glos komentatora. Konia z rzedem temu, kto zna jego nazwisko :)

Dzis przypadaja urodziny Freddiego. Slucham jego muzyki, ogladam wywiady i cos ciagnie na Kensington . A poniewaz to Londyn, ktory tak niedaleko, wsiadam po prostu w pociag i jade zobaczyc to miejsce. Nie oczekuje ani kwiatow, napisow, ani swieczek. Wiem tylko, ze mieszka tam dlugoletnia przyjaciolka Freddiego. Mary Austin, ktora nigdy nie wyprowadzila sie z jego domu, regularnie zleca mycie i malowanie scian, na ktorych fani pisza zyczenia i wyrazaja tesknote... Dzis udalam sie w swoista podroz po utworach grupy Queen, przeczytalam setki komentarzy fanow w roznym wieku. Jest w nich podziw, ale jest tez smutek z powodu odejscia wokalisty.

Sam Freddie, zapytany o to jak chcialby byc zapamietany, odpowiedzial:

'Oh, I don't know. I haven't thought about it. Dead and gone. I don't really think about it.
When I'm dead, who cares? I don't.'

Jest mi dzis radosnie, bo moge usiasc z kieliszkiem czerwonego wina i posluchac utworow, ktore towarzysza mi od wielu lat. Moge wsiasc do pociagu, wtopic sie w londynski tlum, dojechac do Kensington i ucieszyc sie, ze ktos taki jak Freddie nie przestaje inspirowac. Bo chociaz odszedl, to jego muzyka wciaz zyje. A chyba o to chodzi w niesmiertelnosci, prawda?

Po...

Pojechalam do Londynu nie spodziewajac sie zbyt wiele. Wewnatrz czulam sie nawet winna, ze tak bezczelnie chce zaklocic czyjs spokoj pojawiajac sie pod brama domu. Jak wielu ludzi tego dnia.

Dom, w ktorym kiedys mieszkal jest ogrodzony wysokim plotem. Sciany po obu stronach drzwi (prowadzacych do ogrodu jak sadze) zostaly pokryte przezroczystym plastikiem. Nie wiem czy dlatego, zeby na nich nie pisano, czy dlatego, zeby stworzyc troche przestrzeni dla fanow. Jakikolwiek byl powod- ludzie znalezli sposob, zeby zrobic z tego uzytek. Wlozono tam mnostwo kartek, zdjec, kawalkow papieru. Z pozdrowieniami, wyrazami milosci, pamiecia...

Londyn dopiero szykowal sie na spotkanie zmeczonych po pracy, szukajacych wrazen ludzi, kiedy postanowilam przejsc mostem do kolejnej stacji metra. Okazuje sie, ze to miasto nigdy nie przestaje zaskakiwac. Mozesz planowac powrot najblizszym pociagiem  by zdazyc dojechac do domu  przed polnoca, ale i tak zatrzymasz sie przy niejednym artyscie, ktorego glos zwyczajnie wbije Cie w plyte chodnika. Po drodze spotkasz jeszcze mnostwo ciekawych ludzi, pojezdzisz na karuzeli, zatrzymasz sie, zeby zrobic zdjecie...Londyn w srodku tyodnia tez ma swoj urok. I moze jest wiecej pedzacych, odzianych w garnitury mezczyzn i elegancko ubranych kobiet, ktore stukaja obcasami trzymajac w reku sluzbowe laptopy. Ale Londyn to uczucie, ktorego nikt nigdy nie bedzie w stanie mi odebrac...

Wszystkiego najlepszego, Freddie!




M.

No comments: