U nas na Wyspach, czyli wszyscy sa popieprzeni tylko, ja jestem samolotem.



Zawsze, czy to w pracy, czy wsrod znajomych pytaja mnie o Polske.
Zawsze z cierpliwoscia (chociaz z ta u mnie roznie) odpowiadam na szereg pytan.
Ale jak odpowiadac na pytania glupie, pozbawione sensu, albo takie ktore sprawiaja, ze najchetniej dokonalabym samookaleczenia na znak protestu?
Nikt jeszcze nie podal mi gotowej recepty.

Nauczylam sie juz przymruzac oko na stwierdzenia, ze Polska nie jest w Unii i jak to, ze ja tak sobie tutaj pracuje?
Normalnie.
Wstaje, ubieram sie, myje i spedzam osiem godzin przy biurku stukajac w klawiature.
Mam dokumenty, odprowadzam podatki i place na sluzbe zdrowia.

A jak sobie radzisz z roznica czasu?

I wtedy w mojej glowie pojawiaja sie znaki zapytania, jak w kreskowce i przez chwile nie jestem pewna, czy sie rozumiemy (czyzby moj angielski ani troche sie nie poprawil?), albo czy rozmawiamy o tych samych krajach (Anglia-Polska?)

Jaka roznica czasu-pytam?!
Nie, ta godzina nie jest problemem zadnym.


I nie, to nie jest tak, ze jak ja zaczynam dzien tutaj, w Anglii, to moi Rodzice w Polsce klada sie juz spac, do jasnej cholery!



No chyba, ze pracowaliby na nocki.



Potem sa jeszcze popularne bardzo pytania, czy w Polsce mamy rowery, albo kregielnie.
Nie, Polacy na rowerach jezdzic nie potrafia, a kregielnie uwazaja za beznadziejny rodzaj rozrywki, wiec miejsca takie nie maja racji bytu.

I kropka.

Milego dnia,

M.

1 comment:

Żyrafy Wychodzą z Szafy - fashion blog said...

uwielbiam Twój sarkazm Magdaleno! Miałam ochotę Cię poczytać :) :*