Gangster Squad albo Pogromcy Mafii.


Na ten film poszlam z jednego powodu-uwielbiam Seana Penna i nie moge sie oprzec niczemu, w czym gra.
Uwazam, ze jest jednym z najlepszych aktorow naszych czasow.
Wspollokatorka dolaczyla do mnie z powodu Ryana Goslinga.
O gustach sie nie dyskutuje, prawda?
Poza tym, o Goslingu wiem nie wiele i poki co nie zzera mnie ciekawosc :)
Pomijajac aktorstwo...Czy ktos jest w stanie oddac mi godzine i piecdziesiat trzy minuty mojego (cennego) czasu?
Niestety nie.
Jesli ktos spodziewa sie wyszukanej fabuly, moze sie rozczarowac.
Niestety.
Nie potrafilam znalezc usprawiedliwienia dla nie zawsze potrzebnej krwi, brutalizmu i bezwzglednosci glownego bohatera. Nie widzialam w jego zachowaniu 'drugiego dna', ktorego tak czesto poszukuje w filmach.
Sean Penn byl ostry, brutalny, zly ale przekonujacy. Wielokrotnie musialam  zakrywac oczy, bo czasem nieuzasadniona krew, ktora sie lala, nie powodowala niczego innego oprocz obrzydzenia.
Nie wiem na ile Sean Penn musi sie wysilac, zeby zagrac twardego i bezwzglednego mezczyzne. Ale i w takich rolach go widywalam. Gdybym wiec musiala skupic sie tylko na jego aktorstwie, powiedzialabym, ze byl przekonujacy.
Co po tych wszystkich latach juz mnie raczej nie zaskakuje.
I pozwolcie, ze na tym poprzestane.

Jesli oczekujecie ambitnego obrazu- nie wybierajcie sie na ten film.

Nie warto.

M.

No comments: